Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 grudnia 2009

"Od niedzieli do niedzieli niech trwa ciała z ciałem modlitwa."

Takie życzenia jak w tytule składa Marysia Peszek. Ale zbyt łatwo byłoby cytatami rozwiązać sprawę złożenia Wam wszystkim (szczególnie pannie Markowskiej i panu Skrzypczakowi :)) życzeń. Zrobię to inaczej.

Kochane Umpa Lumpa!
Abyście upiekli pyszne ciasto z wiary, zdrowia i ciepła,
przełożyli je kremową masą ze śmiechu i radości,
i żeby to wszystko było polane polewą niesamowitości.
Na wierzch dodajcie wisienkę zimowego szaleństwa.
A na Nowy Rok ogromnego pudła pełnego inspiracji przewiązanego czerwoną wstążką z kokardą.
Życzy Karcia.


Moja świąteczna kartka na moim mniej świątecznym łóżku..

Ostatnia lekcja przed świętami. Pierwsza strona w zeszycie do historii.

A to ci dopiero sztuka.
Natknęłam się na portalu KulturaOnLine na ciekawy artykuł. Otóż 27-letni student Edinburgh College of Art w ramach artystycznego happeningu wybił szybę w jednej z edynburskich galerii jakimś metalowym narzędziem. Ponoć chciał od razu zapłacić za poniesione przez galerię szkody. Jej kierownik natychmiast wniósł sprawę do sądu, bo uznał to za czysty wandalizm, jednak oburzonych jest wielu krytyków i mecenasów sztuki. Przecież to w końcu happening! I kto ma rację? Poczytajcie więcej TUTAJ.

Wiecie czemu na Wigilii nie ma mięsa? Ja już wiem.

"Skoro święta Bożego Narodzenia opierają się na pozytywnych przesłankach, takich jak dobroć, życzliwość i wybaczenie, to należałoby je celebrować pożywieniem, w którego składzie nie ma potraw będących wynikiem poderżnięcia komuś gardła."
Juliet Gellatley.

Czas na zimowy miszmaszszsz:
Dałabym się teraz zabić za spacer po Krupówkach zakończony lądowaniem z czerwonym nosem (jak ten u Rudolfa) w jakiejś karczmie na gorącej czekoladzie lub grzanym winie.

A'propos czekolady, najlepsza byłaby ta od Williego Wonki, bo ostatnio pierwszy raz oglądałam stary już (z 2005 roku) film "Charlie i fabryka czekolady". Coś wspaniałego, cudownego. Nigdy nie dorosnę.


Źródła obrazków? Klik w obrazki.

Aż dziwnie oglądało mi się taką miłą matkę Charliego, którą zagrała harrypotterowska okrutna Bellatrix Lestrange!

W te Święta znowu będę obserwować w Boże Narodzenie ludzi w kościele i zastanawiać się dlaczego śpiewają "Gloria in excelsis Deo" z pogrzebowymi minami. A może będzie inaczej? Nie. Nie będzie (;))

Jeśli szczęśliwym trafem doczekam się dziecka, to zapoluję dla niego na takie buciki.
Najsłodsze Martensy pod słońcem:


Podobno jest w Polsce bocian, który już czwartą zimę nie rusza się z kraju. Ma na imię Wojtek. Panie Wojtku-patrioto, jakbyś miał zamiar dostarczyć mi kiedyś uroczą wrzeszczącą przesyłkę, to poproszę w komplecie z powyższymi butami.

I jeszcze z Monią na 18-ce Sambora. Znalazłam ostatnio.

Moja dusza mruczy. Serdeczności. Karcia.

piątek, 4 grudnia 2009

Marie, awarie, komeryjne sprawy i wystawy.

Dlaczego dopiero teraz dotarły do mnie płyty Marii Peszek? Lepiej późno, niż później lub wcale, bo to chyba najbardziej urzekający bezwstyd z jakim się spotkałam.
"Pieprzoty to coś pomiędzy pieprzeniem, a pieszczeniem."

Maria Peszek
Aż mi wstyd. Wstyd? Niech no ja tylko dopiszę Marię do zjawisk, które zagościły w moich zmysłach z opóźnieniem i niech no ja nie mam do siebie o to pretensji. I dlaczego czuję się źle, kiedy piszę o czymś, co było znane już od dawna? Nie wiem. Przecież to są moje brokuły, a nie "gossip column" z najświeższymi plotkami. Bardzo lubię ten swój własny wirtualny fragmencik przestrzeni, więc mogę mu nadać zupełnie osobliwego charakteru, prawda? I nie znoszę słów "jestestwo" i "egzystencja". Więcej grzechów nie pamiętam.

Co do staroci ostatnio nawet słucham piosenek Kai i Gorana Bregovica.

Albo pamiętam jeszcze jeden grzech. Skoro zwykle ze wszystkim się spóźniam, to tym w jednym temacie zrobię bezkarnie falstart. W tym roku mam zamiar bez reszty oddać się zimowo-świątecznej komercji. Naprawdę lubię ciężarówki Coca-Coli, jeszcze bardziej po natknięciu się w zeszłym roku na prawdziwy konwój takowych w Krakowie. Wczoraj grupowo z klasą poczyniliśmy kolejny krok w kierunku komercjalizacji świąt, mówię o szturmie na seans "Opowieść wigilijna 3D", który ilościowo zdeklasował "Rewers".

Ebenezer Scrooge

Dołóżmy do tego jeszcze leniwe jesienno-zimowe popołudnia, kiedy wcina się pomarańczę oglądając kulinarne wyczyny Nigelli Lawson w serii programów "Nigella świątecznie"(świąteczne szynki, lukrowane pierniki, tony bakalii, które polubiłam dopiero po 17 latach życia.

Angielska bogini kuchni:
Nigella Lawson

Odwiedziliśmy wystawę Goi. Podobało nam się. Były ryciny- "Gdy rozum śpi budzą się demony" z cyklu Kaprysy wzbudziła największe emocje, co w gruncie rzeczy jest oczywiste. Za każdym razem, gdy widzę w oryginale coś, co tyle razy widziało się na zdjęciach, uczucie jest niezwykłe. Był jeden obraz olejny (niestety nie "Rozstrzelanie powstańców...", ale o podobnej tematyce). Dzisiaj nie będzie więcej o Goi.

Tutaj Karcia rozradowana portretami Witkacego.



"Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"

(z "Pożegnania jesieni")
Stanisław Ignacy Witkiewicz

Przez awarię komputera przepadł cały mój folder ze zdjęciami, notatkami, linkami i cytatami do bloga (w sumie dziwne, gdyby przepadła połowa folderu;)) . O dziwo! Wcale nie rozpaczałam. Wszystko jest odnawialne, a sporą część mojego "wyszperanego dorobku" mam w swoich notatnikach. Dziś jak nigdy doceniam papier i atrament.

Serdeczności. Karcia.

środa, 28 października 2009

Ojciec Chrzestny i ocelot.

"Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia."
BALZAC
Film (na razie tylko pierwsza cześć) i książka, biorę to- w każdej wersji.
Znalazłam w internecie pewną recenzję. Uśmiałam się, ale jest w tym sporo prawdy.
"O "Ojcu chrzestnym" mogę pisać tylko w pozycji klęczącej. Powiem bez ogródek – arcydzieło(...)"

Książka. Autor się postarał. Dobrze buduje napięcie. Jeśli w którymkolwiek momencie (a jest takich niewiele) czułam znużenie, to akurat pisarz zmieniał na chwilę wątek- często na jakiś pikantny. W ten sposób nie było nudno i za każdym razem wracałam do poprzedniego wątku z zaciekawieniem.

Don Corleone, Sonny i Michael, to postacie zarazem główne i co za tym idzie najciekawsze, najwyraźniej wykreowane i budzące największy podziw pomieszany z respektem i...prawdziwym pożądaniem. (Aż się dziwię, że odważyłam się to napisać...)

No cóż...całość utrzymana w dobrym, staroamerykańskim nastroju przyprawionym ostrymi włoskimi przyprawami. "Ojciec Chrzestny" świetnie smakuje z lasagną.

Bezbłędne role odegrali Marlon Brando i Al Pacino.

Tego drugiego widziałam co prawda tylko w filmach "Adwokat diabła" i "Ocean's 13", ale muszę przyznać, że klasa sama w sobie. Tym bardziej się cieszę, że w 2011 (przeleci;-)) będę mogła zobaczyć go w filmie "Dali & I: The Surreal Story" w roli głównej, czyli malarza surrealisty- Dalego, który zwykł mawiać sam o sobie:
"Nie biorę narkotyków – sam jestem narkotykiem."
oraz
"Jestem siedliskiem geniuszu."

Narcyzmowi w takiej formie mówię: tak.

Salvador Dali.
Dzięki temu portretowi zwróciłam uwagę na zwierzę, które chyba jest najładniejszym ze zwierząt, zaraz po wiewiórce oczywiście. Proszę Państwa przed Wami
OCELOT- ten, co piękne cętki ma.

Wracając do "Ojca Chrzestnego":

Al Pacino.
Szczegół z filmu, który utkwił mi w pamięci:
Czerwony akcent w stroju Dona Corleone- fenomenalne, bo jak wiadomo: diabeł tkwi w szczegółach. Nie omieszkam wypróbować podobnego elementu na sobie.

Praktyczne korzyści. Prawdziwa lekcja dyplomacji i ekonomii. Aż dziw, że w osobie takiej jak ja, pojawiło się autentyczne pragnienie dobicia jakiegoś interesu.

Więcej informacji i zdjęć TUTAJ.

Serdeczności. Karcia.

poniedziałek, 19 października 2009

Iluzja. Prestiż.

Należę do osób, które przeważnie z politowaniem patrzyły na iluzjonistów, czy to w cyrku, czy w telewizji. Czy Wy też przełączaliście kanał, gdy na ekranie telewizora widzieliście Davida Copperfielda? Nie żebym była "magioodporna", wręcz przeciwnie. Po prostu serwowano mi to w bardzo tandetnej oprawie, aż do czasu kiedy zobaczyłam i przeczytałam "Prestiż" i zachwyciłam się.

Dwóch iluzjonistów, intryga, tajemnica, XIX-wieczna Anglia, stroje i rekwizyty jak najbardziej dobrze dobrane (w filmie oczywiście). Główne role męskie: Hugh Jackman i Christian Bale. Rolę kobiety, jednocześnie łączącej i dzielącej głównych bohaterów odegrała znana już i lubiana Scarlett Johansson. Pojawiła się także Rebecca Hall (czyli mamy Vicky i Cristinę - te od Barcelony- znowu w komplecie).
Pierwsze oglądałam film, ale to wcale nie zepsuło efektu książki (autor: Christopher Priest). Czytając człowiek bardziej skupia się na psychice bohaterów, niż na nastroju samych występów, ale to przez formę przekazu, przy czytanie w końcu wykorzystuje inne zmysły(?)

Nie przeczę, że no...trzeba lubić takie historie, żeby "Prestiż" urzekł. Mi to odpowiada, bo lubię się czasem oszukiwać i zmieniać świat w iluzję.

"Kiedy pierwszy raz chciałem zmienić świat, nazywano mnie wizjonerem. Za drugim razem... poproszono mnie grzecznie, abym przeszedł na emeryturę."

Iluzja wkrada się często i gęsto w sztukę, w sumie to harmonijnie współistnieją. I to się proszę państwa nazywa na przykład malarstwem iluzjonistycznym. Jakby sięgnąć daleko w przeszłość mamy np.: Andrea Mantegna, Andrea Pozzo i ich iluzjonistyczne plafony (klik w nazwiska). Toczyło się toczyło, a ludzie nie przestali wymyślać takich cudów do tej pory ;-)

Popularne jest chociażby 3D Street Art.
Uwierzycie, że to jest płaska ulica, a nie żadna kałuża?!

Czy też interesujące Body Art.
Ludzie naprawdę potrafią mieć komos w głowie!

Pypcie-rybcie.

Te tutaj bardzo lubię!

Iluzja to też doskonały temat do fotografii (może to jakiś temat na sesję panno L? ;-)).

Ci ludzie musieli mieć genialne poczucie humoru, jak Boga kocham.


Polecam też stronę Illusion Art Museum oraz bloga Amazing Illusions (zdjęcia pochodzą właśnie z tamtąd).

Lekko teraz nie jest, ale w końcu
"Życie to nie fotel, na którym siedzisz z pilotem."

Mam nadzieję, że ta notka pozostanie w opozycji do poprzedniej, którą przyznaję się, napisałam kompletnie bez włożenia w nią serca. Obiecuję, że więcej się to nie powtórzy ;-)

Jak to przystoi na autorkę wcale niekrótkiego postu o iluzji, pozostaje mi powiedzieć:
ZNIKAM!
Serdeczności. Karcia.

piątek, 2 października 2009

Coco Chanel.

Ikona mody. Ogromna siła duszy, nieprzeciętny charakter. Pierwsza na świecie mała czarna. Męskie fasony, piękne lecz proste kapelusze, odzieżowe innowacje, pikowane torebki. Słynne perfumy No. 5, w które ponoć najlepiej ubrać się do łóżka. Kto nie zna Coco Chanel?

Gabrielle Bonheur Chanel

"Moda – to co dziś ładne, ale za kilka lat będzie brzydkie. Sztuka – to co dziś brzydkie, ale za kilka lat będzie ładne."

Film biograficzny "Coco Avant Chanel" z 2009 okazał się być cudownym powrotem do świata mody, problemów i miłości dwudziestowiecznej Francji. Szczery, nie nazbyt dramatyczny. Pełen uroku i poruszający. Podobały mi się sceny śpiewu Coco oraz te demonstrujące gotowość na wszystko i determinację charakternej Chanel.

W roli głównej ciemnooka francuska piękność- Audrey Tautou- mi znana z "Amelii" i "Miłość- nie przeszkadzać". W sumie cieszę się, że na rynek nie jest zasypywany francuskimi filmami. Są rzadkie, więc dlatego tak urzekają. Z drugiej strony lista filmów z Audrey czeka na mnie cierpliwie.

Film obejrzałyśmy na słynnym wadowickim "Środawisku". Byłam tam pierwszy raz i wybiorę się jeszcze na pewno.

Trójco! Coco dała nam radę na najbliższy, ciężki czas:
"Przemilczenia dzielą bardziej niż nieobecności."


Zdjęcie od Ludwisi

Dzisiaj w głośnikach: El Tango De Roxanne z Moulin Rouge. Muszę zdobyć ten film.

Serdeczności. Żeby nie było zbyt zdrobniale-Karolina.

sobota, 5 września 2009

Dziewczyna z perłą.

"Dziewczyna z perłą" (oryg. "Girl With a Pearl Earring") reż. Peter Webber.
Wiem, że spóźniłam się z recenzją o całe 6 lat, bo film pochodzi z 2003 roku, ale zobaczyłam go dopiero dziś, więc dzisiaj o nim piszę. Historia związana z powstaniem obrazu "Dziewczyna z perłą" Jana Vermeera van Delft. Absolutnie magiczny, dla mnie sięgający rangą "Pachnidła", co naprawdę jest nie lada wyczynem. Dla osób interesujących się sztuką prawdopodobnie jest to pozycja sztandarowa.
Spodobała mi się scena, w której mecenas Vermeera po raz pierwszy zobaczył zamówiony obraz, na którym była jego żona, popatrzył na obraz i skomentował jego barwy:
- To żółcień indyjska? Wyciąg z uryny świętych krów, karmionych liśćmi mango. Pokryliście moją żonę suszonymi śiuśkami.
-Kolor był w sam raz- odpowiada mistrz Vermeer.
Sposoby uzyskiwania barwników do farb w 17 wieku są naprawdę ciekawe.

Charakteryzacja aktorki i podobieństwo do oryginału jest naprawdę solidnie oddane.

Jeszcze bardziej urosła w moich oczach, chodź i tak była już w nich wielka Scarlett Johansson.
Widziałam ją wcześniej w trzech filmach: "Prestiż", "Czarna Dalia" oraz "Vicky Cristina Barcelona". Każda rola mi się podobała, ale "Dziewczyna z perłą" rzuciła mnie na kolana.

Rolę holenderskiego mistrza malarstwa odegrał Colin Firth- wiedziałam, że skądś go znam i miałam rację. Grał w filmie "Angielski pacjent" i w sumie dla mnie średniej serii filmów "Dziennik Bridget Jones"...ale przez przypadek patrząc na jego filmografię dowiedziałam się, że już za miesiąc pojawi się w kinach "Dorian Gray", o czym nie miałam zielonego pojęcia. Ekranizacja książki Oscara Wilde'a. Firth zagra rolę Lorda Henryka. Zapowiada się świetnie.

Już sama nie wiem, czy decyzja o tym co lepsze: film, czy książka, zależy od jakości jednego i drugiego, czy po prostu od kolejności oglądnięcia bądź przeczytania. W przypadku ostatnio przeczytanych "Wielkich nadziei" Carola Dickensa i filmu na podstawie tej książki, zdecydowanie wybieram film. Mimo tego i tak zamierzam sięgnąć do historycznej powieści, na podstawie której nakręcono "Dziewczynę z perłą". Autorką książki jest Tracy Chevalier. Ciekawość mnie zżera.

Miss Havisham w ekranizacji "Wielkich nadziei", na podstawie powieści Dickensa.

Zżera mnie także wredna angina. Przez ciągłe spanie straciłam poczucie czasu. Przez katar straciłam poczucie smaku i poczucie zapachu. Z tego wszystkiego straciłam już nawet samopoczucie.

Serdeczności. Karcia.

PS. Aby zobaczyć źródła zdjęć, wystarczy w nie kliknąć.

sobota, 15 sierpnia 2009

Kinowy dzień.

"HAIR" w reżerii Milosa Formana. Musical typowo hippiesowski pochodzący z 1979 roku. Po trzydziestu latach wrócił na wielkie ekrany. Udało mi się oglądnąć go w ostatni dzień wyświetlania, w kinie "Pod Baranami" na krakowskim rynku. Filmy klasyczne, które nie wymagają supernowoczesnej technologii, aby robić wrażenie, polecam oglądać właśnie tam. Scena absolutnie najlepsza według mnie to moment śpiewania "Age of Aquarius", którą można zobaczyć TUTAJ. Nie wiem co ta kobieta ma w sobie, na pewno głos jak dzwon, ale z pewnością coś jeszcze ;-).Wspaniała muzyka, stroje i choreografia, ale nie czułam wszechogarniającego zachwytu- zbyt wiele zachowań bohaterów po prostu mnie denerwowało. Ulubiony cytat?

"Oh, say, can you see my eyes. If you can, then my hair's too short"

"O, spójrz w moje oczy. Jeśli możesz, to znaczy, że moje włosy są zbyt krótkie."

Lennon też miał ciekawy pogląd na temat włosów:
"Nie powinno się ich skracać, gdyż strzyżone rosną do wewnątrz głowy i przeszkadzają w pracy mózgu."

Postępuję zgodnie z zaleceniami Johna.

A tutaj czarująca swoją naiwnością Jeannie.


"Harry Potter i Książę Półkrwi"
O serię "Harry Potter"(czy książki, czy filmy) nie pytajcie mnie chcąc uzyskać jej realny obraz wad i zalet, bo mam na jej punkcie małą obsesję.

W szóstej części największą "radochę" wzbudziła we mnie scena sklepu Freda i George'a.
A najbardziej mroczna? W sumie każda, w której pojawia się Bellatrix Lestrange, ale szczególne uczucie grozy budzi scena złożenia przysięgi wieczystej i zabicia Dumbledore'a.

Pocieszam się, że skoro dalej cieszę się takimi filmami, to nie wyklułam się jeszcze ze skorupki dziecinności, której notabene nigdy nie chcę się pozbywać.

A tutaj Rupert Grint (Ron), który w tej części filmu po raz kolejny okazał "delikatność tępego topora"- jak to Mama mówi: "Nie wiem co Ty w nim widzisz". Chyba nie uda mi się uzasadnić w pełni tej fascynacji. Polecam "Driving Lessons" z nim w roli głównej. U jego boku (lub odwrotnie?) Julie Walters, która w Harrym odgrywa rolę jego matki, tutaj za to równie czarującej starszej pani, tyle, że przyjaciółki.

No i równie mnie zachwycająca, jednak zupełnie w inny sposób Luna. Uwielbiam polski dubbing jej postaci, jej włosy i ubiór, wieczną nieobecność, pewną powściągliwość i wypowiadane przez nią kwestie. Jedna z najlepiej wykreowanych postaci serii.

Zdjęcia pochodzą ze strony Filmweb, która jest piekielnie przydatna!

Serdeczności. Karcia.